PŁYTY WINYLOWE Z SERII POLISH JAZZ WYDANE W LATACH 1965 - 1990
Płyty winylowe w serii POLISH JAZZ wydawane były przez Polskie Nagrania MUZA w latach 1965 – 1990.
Serię „Polish Jazz” wymyślił Ryszard Sielicki, kompozytor i dyrektor artystyczny Polskich Nagrań, a przez lata realizował ją muzykolog Andrzej Karpiński.
W jednym z wywiadów Andrzej Karpiński podał powody powstania serii: „Zainicjowanie tej serii w tamtym czasie było jak najbardziej uzasadnione – polski jazz bowiem, po wyjściu z tzw. podziemia, robił prawdziwą furorę, gromadząc na licznych koncertach i festiwalach (np. Jazz Jamboree) tłumy słuchaczy. Kontakty naszych muzyków z czołówką światowego jazzu przyniosły znakomite rezultaty, czego dowodem są właśnie te płyty. Krótko mówiąc, zaczęliśmy się liczyć na światowych rynkach muzycznych”.
Przy pracy nad tą serią spotkali się najsłynniejszy polski fotograf jazzu Marek Karewicz oraz światowej sławy artysta grafik Rosław Szaybo, późniejszy dyrektor artystyczny w wytwórni CBS. To on zaprojektował słynne logo „Polish Jazz” i był autorem okładek pierwszych dziewięciu albumów tej kultowej serii.
W czasie 25 lat wydano 76 płyt winylowych. Najlepsi jazzmani, wybitne albumy muzyczne, jazz poszukujący, tradycyjny, doceniany na świecie. Płyty wydane w serii Polish Jazz to encyklopedia polskiego jazzu.
Uwaga :
Za nieformalny początek tej serii (jeszcze bez logo „Polish Jazz”) jest uznawany album kwintetu Andrzeja Kurylewicza „Go Right” – album z 1963 r. z autorskimi kompozycjami Andrzeja Kurylewicza oraz Wojciecha Karolaka i Jana Ptaszyna Wróblewskiego, chociaż w mojej ocenie uznawanie go za nr 0 w serii jest mocno naciągane. O ile w przypadku wznowienia na CD da się to jakoś uzasadnić , to w przypadku płyt winylowych wygląda to na zabieg czysto marketingowy.
Pierwsza płyta z serii Polish Jazz vol. 1 Warsaw Stompers – New Orlean Stompers – Polskie Nagrania Muza – XL 0236 ukazała się w 1965 roku, a ostatnia Polish Jazz vol. 76 Lora Szafran – Lonesome Dancer – Polskie Nagrania Muza – SX 2840 ukazała się w 1990r.
„W czwartek 29 stycznia 2015 roku pojawiła się informacja, że szefowie Ministerstwa Kultury i Ministerstwa Skarbu Państwa poprzez syndyka masy upadłościowej sprzedali Polskie Nagrania. W stan upadłości zostały one postawione w 2013 r. Syndyk trzykrotnie wystawiał tę firmę fonograficzną na sprzedaż. Przy trzecim podejściu znalazł kupca – jest nim amerykański koncern Warner Music Poland. Polskie Nagrania sprzedano za 8,1 mln zł. Prawie 35 tys. nagrań z dorobku polskiej kultury muzycznej wpadło w ręce amerykańskiej korporacji. Nie chcę płacić tantiem Warner Music Poland za możliwość słuchania polskiej muzyki. Warto w tym miejscu wspomnieć, że gdy powołano spółkę Warner Music Poland, jej kapitał zakładowy w dniu rejestracji, 9 lipca 2001 r., wynosił zaledwie 50 tys. zł.
Przypomnę, że po upaństwowieniu firmy „Muza” w 1947 r. Polskie Nagrania (do 1956 r. występowały pod szyldem „Muza – Polskie Nagrania”) przejęły dorobek fonograficzny muzyki rozrywkowej, jazzu i klasyki. Później był on sukcesywnie rozwijany przez dekady. Firma Warner musiałaby wydać kilkaset razy więcej niż te 8,1 miliona złotych, aby zatrudnić tyle orkiestr, solistów, zarejestrować setki pozycji z klasyki muzycznej itp. Teraz te unikatowe i bezcenne zabytki, dziedzictwo polskiej kultury, zostały sprzedane za grosze.
Wiele podmiotów państwowych, o niejasnym statusie, „chroni” dziedzictwo pod szyldem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na przykład wydawnictwo NInA otrzymuje z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wielomilionowe dotacje, a dyrektor festiwalu teatralnego Malta w Poznaniu wydaje rocznie 12 mln zł. Wystarczyłoby zatem na rok zrezygnować z tej ostatniej imprezy, żeby całą płytotekę Polskich Nagrań przekazać we właściwe ręce. Czy naprawdę ministra nie stać na taką kwotę, żeby bogate zasoby Polskich Nagrań chronić jako dobra kultury narodowej i przekazać pod kuratelę np. Biblioteki Narodowej lub Biblioteki Raczyńskich? W USA Biblioteka Kongresu pełni właśnie taką rolę, jaką powinna pełnić Biblioteka Narodowa. Tam zbiory bankrutujących firm fonograficznych czy wytwórni filmowych przejmuje się i z pietyzmem przechowuje.
Najróżniejsze są wersje sprzedaży Polskich Nagrań. Podobno pierwsze symptomy problemów pojawiły się, gdy spadkobiercy Anny German i grupy Alibabki zaczęli się domagać od wytwórni spłaty zaległości za tzw. tantiemy wykonawcze. Czy pozew krewnych mógł doprowadzić do upadku firmy? Teraz, gdy przedstawiciele mediów w zasadzie tylko prawicowych wszczęli larum, odzywają się głosy, że zaspaliśmy. Sprawę z premedytacją wyciszono i trudno było rozpoznać, co dzieje się w tym procesie likwidacyjno-sprzedawczym. Nikt nie wyjaśnił, skąd wzięła się tak niska cena sprzedaży Polskich Nagrań. Nie znamy nazwiska biegłego(-ych). Czy transakcji przyjrzały się ABW, CBŚ, NIK i inne instytucje? Symulacje ekspertów biznesowych wykazały, że w ciągu pół roku z samych tylko licencji Warner Music Poland odzyska wydane pieniądze, a później inwestycja będzie przynosić czysty zysk. Na tych licencjach mogłaby zarabiać instytucja publiczna, np. Biblioteka Narodowa, zdobywając w ten sposób pieniądze na inną działalność. W tej chwili zyski przejmuje Warner.
Taśmy z muzyką mają trafić do Narodowego Archiwum Cyfrowego – taką klauzulę zawarto w umowie sprzedaży. Zostaną zarchiwizowane w wersjach cyfrowych za pieniądze nasze, podatników. Warner Music Poland zostaje z olbrzymim katalogiem praw majątkowych, które może do końca swego istnienia sprzedawać tym, którzy będą chcieli muzykę rozpowszechniać. Jakoś nie podejrzewam Warnera choćby o chęć samodzielnej reedycji kronik konkursów chopinowskich.
Może jest „po ptakach”, ale niech przed wyborami obywatele wiedzą, za jakich rządów dokonano tej sprzedaży. Niech Polacy wiedzą, co jest grane z dobrami narodowymi. Oczywiście na ich zakup przez Skarb Państwa nie znaleziono pieniędzy! Wiekopomną rodzimą twórczość trzeba będzie w przyszłości najpierw odkupić – za cenę zapewne o wiele wyższą – żeby później można ją było popularyzować.”
źródło : Krzysztof Wodniczak nowyobywatel.pl/2015/03-30/polskie-nabrania